-

bozenan : Dobrym słowem i pistoletem załatwisz dużo więcej niż samym dobrym słowem

Modlitwa za chorych

Ze skruchą przyznaję, że jako osoba ciesząca się dobrym, jeśli nie bardzo dobrym zdrowiem, na dźwięk wezwania "pomódlmy się za chorych", owszem, modliłam się, obmyślając równocześnie jakiś kreatywny plan na kolejny dzień w pracy. Czyli  - modliłam się bez przejęcia i zaangażowania. Zawsze zdawałam sobie sprawę, że chorzy, zwłaszcza chorzy przewlekle, mają w życiu przegwizdane z podowu cierpienia. Ale utożsamiałam to cierpienie chorych wyłącznie z bólem fizycznym. Jeśli modliłam się za chorych to tylko w intencji by "mniej ich bolało" i oczywiście w intencji wyzdrowienia.

Tymczasem, okazuje się, że chciałam dobrze, a wyszło jak zawsze, czyli nie o to chodzi. Patrzyłam nie tam, gdzie trzeba, modliłam się nie o to, o co powinnam. Szkoda, że do oczywistych dla większości normalnych i empatycznych ludzi ja muszę dochodzić drogą bolesną, swojego własnego doświadczenia.

Od zawsze mam problemy z kręgosłupem, przejawiające się kiedyś dwu, trzydniowym bólem w okolicy lędźwiowej, zdarzającym się raz na kilka miesięcy. Pobolało, ponarzekałam, przeszło,zapominałam.Oczywiście w międzyczasie robiłam rentgeny, byłam u ortopedów, próbowałam wielu sposobów, w tym pływania, żeby polepszyć swoją kondycję. Pomogło o tyle, że ostatni atak miałam trzy lata temu. Tym razem jednak zachowałam się nieostrożnie, ćwicząc z moimi uczniami - jedenastolatkami - jak równy z równym - zbójnickiego na zbliżające się jasełka. Zakwasy okazały się jedynie delikatnym preludium do tego, co nastąpiło później. Od tygodnia chodzę jak Quasimodo, skarpetki ubieram pół godziny i dostaję po tej czynności zadyszki, płaczę przy zmianie biegów, bo przecież to sprzęgło...A praca jednak okazała się zającem i ucieka, a ja czuję się jakbym uprawiała zapasy w kisielu, starając się ją gonić. Leżenie w domu odpada, bo mój stan bardzo utrudnia mi życie ale nie uniemożliwia. Przez ten koszmartny tydzień, który nie chce mieć końca zrozumiałam sporo rzeczy. Zobaczyłam, o co chodzi w cierpieniu chorego. Nie jest to ból fizyczny, a przynajmniej nie jest on pierwszoplanowym problemem.

Samotność 

Sytuacja zmusiła mnie do robienia wszystkiego w zwolnionym tempie i do zrezygnowania z robienia części rzeczy, których już nie byłam w stanie zrobić. Widziałam  w oczach i zachowaniu ludzi nie tylko współczucie, ale przede wszystkim irytację, brak zrozumienia. Bo musieli poczekać, bo ktoś musiał coś za mnie zrobić, bo komuś musiałam odmówić, bo nie wyrobiłam się....Dotyczyło to relacji wszystkich - tak w domu jak i w pracy. Nikt nie lubi chorego, chory jest ciężarem, stresem,  przykrą koniecznością do zniesienia. Leży i leży. Nie spełnia oczekiwań. Nie generuje rozwiązań, nie jest wystarczająco szybki. Pewnie czegoś chce... Czy naprawdę jest z nim aż tak źle? Przecież nie wygląda... Jeszcze ci nie przeszło?.....No ile można tak chorować, zrób coś z tym.....To są komunikaty wysyłane niewerbalnie przez otoczenie. 

To boli, bardziej jniż ten kręgosłup. Ale uświadomiłam sobie coś. Pierwsze: nie mam do nikogo o to żalu. Takie reakcje są ludzkie i tylko święci potrafią wznieść się ponad nie. Ja sama przewracam oczami, gdy ktoś bierze zwolnienie z powodu przeziębienia. Bo ja przecież nigdy nie brałam. Nie zastanawiałam się, czy może pomóc takiej osobie choć dobrym słowem? Kiedy zapalenie płuc przedłużało się u mojej mamy, złapałam się na myśli: mamo weź już wyzdrowiej, bo ja chcę się przestać wreszcie martwić. 

To straszne, jakim człowiek jest zapyziałym egoistą i jeszcze potrafi sobie najskuteczniej wmówić, że jest inaczej. Nie mam prawa mieć żalu do mojego dziecka, że wyrzuca mi, że czwarty dzień ma to samo na obiad. Chciałabym, żeby zrozumiał, ale przecież jest jeszcze takim młodym człowiekiem, a ja nie okazuję się dla niego doskonałym wzorem...życie bywa brutalne. 

Wczoraj stałam w korku, bo nieopatrznie wjechałam do centrum miasta, które na czas trwania jarmarku bożonarodzeniowego jest sparaliżowane bardziej ode mnie i każde sprzęgło wyciskało mi łzy z oczu. Biegając z nudów po radiowych stacjach trafiłam na czytanie fragmentu Dzienniczka Św Faustyny, a w nim na ustęp, kiedy Faustyna mówi: "Zrozumiałam, jak bardzo chorzy potrzebują naszej modlitwy".

Tak, właśnie to zrozumiałam o co w tym chodzi. 

 



tagi: choroba  zycie  modlitwa 

bozenan
9 grudnia 2018 23:24
15     1241    18 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Zrzutekranu @bozenan
9 grudnia 2018 23:47

"Nikt się nie dowie jako smakujesz, aż się zepsujesz" ma już 500 lat. Tekst zawstydzający, trudny do skomentowania. Nawet "pomodlę się za ciebie" brzmi fałszywie. Ale co innego pozostaje? 

zaloguj się by móc komentować

Grzeralts @bozenan
10 grudnia 2018 08:00

I ciesz się, że wystarczył do tego kręgosłup. A niektórym i pęknięty tętniak nie wystarcza

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @bozenan
10 grudnia 2018 09:51

Trzymaj się. Będzie dobrze.

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @bozenan
10 grudnia 2018 10:31

Coś Pani opowiem. W nawiązaniu do tej uwagi o pani Mamie. 

Moja Mama urodziła mnie gdy była mocno wyczerpana. Nie tylko więzieniem w wyniku stalinowskiego wyroku. 

Najwcześniejsze moje wspomnienia to albo Mama jeszcze aktywna,  coś razem robimy, albo długie znikanie Mamy. Gdy byłam troszkę większa, kilka wizyt w szpitalu, ale raczej mnie tam nie prowadzono. 

Gdy byłam trochę większa, w podstawówce, Mama już w zasadzie leżała , stale.

Najgorsze było to, że błędnie ją diagnozowano. Znani profesorowie :((

Dom w którym najważniejsza osoba jest nieobecna przez swoją chorobę, nawet gdy fizycznie jest, leży w sypialni. .

Umarła gdy miałam 21 lat. Wróciłam do domu a Ona nie żyła. 

.

W ostatnich latach spędziłam kilka miesięcy przy kimś w hospicjum. 

To wszystko są niełatwe sytuacje. 

 

Po prostu radzimy sobie z nimi na bieżąco. 

 

Pozdrawiam bardzo 

:)

 

zaloguj się by móc komentować

Janek-D @bozenan
10 grudnia 2018 10:49

Witam, mam podobne doswiadczenia z kręgosłupem - czy próbowała Pani rehabilitacji metodą MacKenziego? Gdzie małymi kroczkami przez ćwiczenie wsuwa się jądro miażdżyste (tz. dysk) spowrotem na swoje miejsce... To naprawdę działa, nawet człowiek wychodzi ze stanów gdzie są blokady ryuchowe na kończynach (paraliżujący ból).

W chorobie czasami ból psychiczny i odrzucenie, niezrozumienie właśnie są największą trudnością.

zaloguj się by móc komentować

JK @bozenan
10 grudnia 2018 11:10

Jaki ładny tekst

zaloguj się by móc komentować

jolanta-gancarz @bozenan
10 grudnia 2018 11:40

Piękne świadectwo!

 

zaloguj się by móc komentować

pink-panther @bozenan
10 grudnia 2018 14:20

Bardzo cenna notka i bardzo cenne uwagi. Zwłaszcza taka:"...chory jest ciężarem, stresem,  przykrą koniecznością do zniesienia. Leży i leży. Nie spełnia oczekiwań. Nie generuje rozwiązań, nie jest wystarczająco szybki..."

To jest zjawisko charakterystyczne dla "czasów nowożytnych", w których człowiek i jego praca są traktowane jako "zasób ludzki" i "koszt pracy". Wszyscy biegają, spieszą się i robią wrażenie, że mają coś bardzo ważnego do zrobienia, postanowienia. Do uczestniczenia w czymś.

To się zaczęło od rewolucji. A najbardziej widoczne jest od  rewolucji bolszewickiej. W III RP - nie nastąpiło odejście od stylu myślenia bolszewickiego. Ale pod koniec komunizmu w  Polsce było dużo tzw. ukrytego bezrobocia, więc ludzie w pracy się niezbyt spieszyli, tzw. chorobowe nie było problemem (np. w porze żniw czy wykopków kartofli robotnicy brali masowo zwolnienia lekarskie), generalnie człowiek mógł w pracy ponarzekać i gazetę przeczytać.

Teraz jest inaczej a pośpiech i nerwowość to efekt wyjątkowo wysokiego bezrobocia, zwłaszcza wśród młodych. Teraz trzeba wręcz demonstrować "gotowość do poświęcenia w pracy", "efektywność", "kreatywność" etc.

Psychiczne skutki dla chorych są dewastujące.  Dla rodziny, zwłaszcza dla dzieci, też.
Ale już w przypadku narzekania latorośli na monotonną dietę sugeruję ( zależnie od wieku, bo może rada bez sensu, gdy narzeka pięciolatek), żeby młody sam się trochę nauczył gotować proste rzeczy. W harcerstwie we wczesnej fazie uczą takich nawyków jak obieranie kartofli czy inne podobne mało twórcze zajęcia i problem jest mniejszy.
 

Nie mam prawa być doradcą, gdy kogoś strasznie boli. Mogę się pomodlić.  Każdy kiedyś może być chorym i cierpiącym, ale młodzi dowiadują się tego dość późno. A czasem przedwcześnie.

Życzę jak najszybszego powrotu do zdrowia a może na początek - mniej bólu. Ból fizyczny zżera jak rdza. Szczęść Boże.

zaloguj się by móc komentować

qwerty @bozenan
10 grudnia 2018 15:28

ksiądz Ryszard Siuta co miesiąc 'List do chorych'  kieruje, i warto czytać, pzdr 

Grudzień 2018 – Czas

Serdecznie pozdrawiam Was kochani Chorzy i wszystkich czytających ten list. Grudzień to szczególny czas dany nam przez Boga – czas Adwentu. O czasie tak napisano w 3 rozdziale Księgi Koheleta: „Wszystko ma swój czas, i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem: Jest czas rodzenia i czas umierania, czas sadzenia i czas wyrywania tego, co zasadzono, czas zabijania i czas leczenia, czas burzenia i czas budowania, czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsów, czas pieszczot cielesnych i czas wstrzymywania się od nich, czas szukania i czas tracenia, czas milczenia i czas mówienia, czas miłowania i nienawiści, czas wojny i czas pokoju”. Wszystko ma swój czas. Zapytajmy siebie samych, czym jest czas? Prorok Kohelet mówi o tym, że każda sprawa ma swój wyznaczony czas. Czym jednak jest sam czas? – Czas jest wielką tajemnicą. Św. Augustyn zauważył, że jeśli ktoś mówi o czasie, to wie, o co chodzi, ale nikt nie umie podać definicji czasu. Czas jest równocześnie bardzo długim i czymś bardzo krótkim. Jest długim dla kogoś, kto cierpi. Jest krótkim dla kogoś, kto przeżywa radość. Choć matematycznie jest to ta sama liczba minut, godzin. Noc dla kogoś, kto nie śpiąc cierpi, wydaje się nie mieć końca. Ta sama noc dla kogoś, kto śpi jak suseł, mija niczym z bicza trzasnął. Jeszcze się nie położył, a tu już trzeba wstawać. Uczniowie mówią, że lekcja czasem trwa całą wieczność, a innym razem ledwie się zacznie i już dzwonią na przerwę. Starożytni Grecy czcili czas jako jedno z bóstw. A czym jest czas dla nas, dla chrześcijan? Ktoś powiedział: „czas jest niejako obramowaniem, futerałem, miejscem realizowania się historii zbawienia i naszej osobistej historii życia”. Pierwsze i ostatnie słowa w Piśmie św. odnoszą się do czasu. „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię” – pierwsze słowa Księgi Rodzaju. „Zaiste przyjdę niebawem. Przyjdź Panie Jezu” – ostatnie słowa Apokalipsy. Na początku, niebawem te słowa mówią o czasie. Historia zbawienia realizuje się w czasie. Rozpoczyna się wraz ze stworzeniem świata. Następowanie po sobie wydarzeń jest nakreślone przez Boga. „Niechaj powstaną ciała niebieskie świecące na sklepieniu nieba, aby oddzielały dzień od nocy, aby wyznaczały pory roku, dni i lata”. Rdz 1,14 Czas przemija szybko. „Tysiąc lat w oczach Boga jest jak dzień wczorajszy, który minął”. Ps. 90,4 Odwieczne Słowo Ojca, Syn Boży zechciał wkroczyć w czas i zamieszkać między nami. Św. Paweł w liście do Galatów poucza: „Gdy nadeszła pełnia czasów zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z Niewiasty”. W innym miejscu Apostoł mówi o możliwościach, jakie ofiaruje nam czas: „Napominamy was, abyście nie przyjmowali na próżno łaski Bożej. Mówi bowiem Pismo: W czasie pomyślnym wysłuchałem ciebie, w dniu zbawienia przyszedłem ci z pomocą. Oto teraz czas upragniony, oto teraz dzień zbawienia”. 2 Kor 6,1-2 Nasze cierpienia, próby, kryzysy, nasze radości, nadzieje wszystko realizuje się w czasie. I gdybyśmy sięgnęli myślą wstecz od czasu, w którym doszliśmy do używania rozumu i przeanalizowalibyśmy ten czas, aż po dzień dzisiejszy, dostrzeglibyśmy w nim wiele momentów łaski, swoistych momentów bliskości Pana. W tym czasie, który mijał, który upływał z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, z roku na rok, doświadczyliśmy wiele łask. Dla każdego są to chwile inne. Nie sposób je opisać. 24 W naszym życiu często szukamy jakichś nowinek, rozglądamy się nie wiadomo za czym, a zapominamy o skarbach naszej wiary, zapominamy o tym, że mamy słuchać Pana Jezusa. Często zamiast pogłębiać, poznawać i zachwycać się Panem Jezusem, fascynujemy się różnymi ruchami, prądami. Praktycznie duchowo emigrujemy z Kościoła, a utożsamiamy się z tymi ruchami, zapominając o własnym powołaniu do świętości i Bożym przykazaniu; „Nie będziesz miał Bogów cudzych przede Mną”. Zamiast czas wykorzystać na szerzenie, propagowanie skarbów naszej wiary; maryjnej duchowości i przesłania wielkich świętych, wolimy zachwycać się ćwiczeniami jogi, uzdrowicielami, horoskopami, czy zajmować się innymi rzekomymi cudownościami. Zatem poszukujemy jakiejś nowości zapominając co jest istotne. A najważniejsze jest słuchać Jezusa Chrystusa. Do tego już w Kanie wzywała Matka Boża. Słuchajmy więc Jezusa, wsłuchujmy się w Jego Słowo, przeżywajmy owocnie czas, jaki nam daje. Uczmy się dziękować Panu za wszystko, za godziny światła i za chwile ciemności, a przede wszystkim za to, że jest nam zawsze bliski. Dziękujmy również za wszystkie łaski, jakie otrzymaliśmy w czasie naszego dotychczasowego życia. Odnówmy naszą ufność wobec Pana i dziękujmy również za czas, jaki nam jeszcze daje, abyśmy nawrócili się całkowicie i przylgnęli bez reszty do Niego, jedynego Oblubieńca naszych serc. Co z resztą jest celem naszego życia. Bóg jest autorem czasu, w którym żyjemy, i wieczności w kierunku której kroczymy. On, który był z nami przez lata minione, nie opuści nas także w przyszłości. Choć wszyscy żyjemy w czasie, lecz nikt z nas sam nie decyduje we wszystkim o własnej drodze życia. Przecież to nie my wybraliśmy sobie dzień albo miejsce urodzenia. Nie my zadecydujemy o dniu i miejscu naszej śmierci. Pan Bóg nie objawił nam też „detalicznego”, szczegółowego programu naszego życia, naszych sukcesów ani naszych porażek. On oczekuje od nas, abyśmy każdego dnia ochoczo odpowiadali na Jego łaskę, której obficie nam udziela i chce, aby ona nigdy nie pozostawała w nas daremną. Zaakceptujmy tę naszą rzeczywistość bycia pielgrzymami, którzy kroczą za Panem, aby zjednoczyć się z Nim na całą wieczność. Zaakceptujmy drogi, którymi nas Pan prowadzi, choć czasem nie rozumiemy ich do końca. Nie rozumiemy Jego pedagogiki wobec nas. Kroczmy naprzód także pośród trudności. Z wiarą, nadzieją i miłością postępujmy za Chrystusem, jedyną naszą Drogą, Prawdą i Życiem. Kroczmy z radością wśród trudu. Pan Bóg zwyciężył i zawsze zwycięża, a czas, który nam daje, przekształcajmy dla siebie i dla bliźnich, których stawia na naszej życiowej drodze, w czas łaski i czas zbawienia.

x. Ryszard Siuta CRL Kraków

 Anegdota z Burundi. Misjonarz przygotowywał dzieci do Bierzmowania. Prosto wytłumaczył im, kto może przystąpić do bierzmowania, do sakramentu Dojrzałość Chrześcijańskiej. Dzieci wyuczył, że „każdy chrześcijanin, który doszedł do pełni używania rozumu, może być bierzmowany”. Przyjechał biskup i przed udzieleniem sakramentu zapytał dzieci i młodzież, kto może być bierzmowanym? Wszyscy odpowiedzieli: „każdy chrześcijanin, który doszedł do używania rozumu”. Następnie zapytał pewnego chłopca: „A kto może udzielić sakramentu bierzmowania?”. Konsternacja, milczenie, a katecheta podpowiada: „biskup”. Na to chłopak: „każdy biskup, który doszedł do pełni używania rozumu”. Więcej pytań nie było.

 

zaloguj się by móc komentować

Zbigniew @bozenan
10 grudnia 2018 16:30

List świętego Jakuba 5,14-15

14 Choruje ktoś wśród was? Niech sprowadzi kapłanów Kościoła, by się modlili nad nim i namaścili go olejem w imię Pana. 15 A modlitwa pełna wiary będzie dla chorego ratunkiem i Pan go podźwignie, a jeśliby popełnił grzechy, będą mu odpuszczone. 

 

zaloguj się by móc komentować

Kuldahrus @bozenan
10 grudnia 2018 18:50

Dziękuję. To ważny tekst.

 

Życzę szybkiego powrotu do zdrowia.

Pamiętam w modlitwie.

zaloguj się by móc komentować

Marcin-Maciej @bozenan
10 grudnia 2018 19:37

Też mam podobne problemy z kręgosłupem. Wiem co to znaczy. Życzę szybkiego powrotu do zdrowia. 

 

Tekst skłaniający do refleksji. Bardzo dobry. 

Pozdrawiam

 

zaloguj się by móc komentować

Trzy-Krainy @bozenan
10 grudnia 2018 21:29

Tutaj do Loreto przyjeżdżają tak zwane "białe pociągi" (szczególnie w cieplejszej połowie roku), opiekunowie wraz z osobami na wózkach, by przez kilka dni pielgrzymki do Świętego Domku pomodlić się o zdrowie i inne łaski.

Pamiętam w modlitwie - w tym szczególnym sanktuarium.

zaloguj się by móc komentować

bozenan @bozenan
10 grudnia 2018 21:56

Bardzo serdecznie dziękuję wszytkim za komentarze, za Waszą życzliwość. To jeszcze inna strona choroby - zobaczyć, spotkać mnóstwo dobrych ludzi,których się na co dzień nie dostrzega. Czy raczej nie docenia ich obecności, marnując czas na koncentrowanie uwagi wokół spraw nieistotnych lub tylko przykrych. 

Ze mną już lepiej, rano nawet myślałam, że całkiem doskonale:-) ale wiecie, te próby do jasełek są jednak męczące, mimo, że uwielbiam pracować z dziećmi i ogarniać takie pomysły .

Chciałabym też częściej zaglądać tu, Ķoże wreszcie się uda.

 

 

dziękuję i pozdrawiam serdecznie wszystkich, którzy tu zajrzeli

zaloguj się by móc komentować

bozenan @bozenan
10 grudnia 2018 21:58

ps. wszystkie komentarze przeczytałam z radością i uwagą

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować